środa, 25 maja 2011

Dzień dobry

Każde wystąpienie publiczne powinno się rozpoczynać przedstawieniem się. Będę się wam ukazywał jako "Szczerbatek", bo w ten sposób (na pamiątkę animowanego smoka) tytułują mnie One. "One", to moje dwie ukochane dziewczyny które poznacie pod pseudonimami "Ruda" i "Mała".
Zdecydowałem się na pisanie tego bloga żeby opowiedzieć wam właśnie o nich, moich najdroższych.
Będzie jeszcze miejsce na dokładne opisy ich wyglądu i charakteru, ale tu, w pierwszej notatce, postanowiłem opisać nasz jeden wspólny wieczór. Wczorajszy. Dlaczego? Żebyście mogli zrozumieć jaka jest nasza wspólna relacja, nasze uczucia i życie.
Więc, jest 24 maja, około godziny 18. Siedzę na kanapie w małym pokoju. Mała leży oparta głową na moich kolanach. Ostatnio wypuściła się kilka razy na słońce bez czapki i mamy skutek - porażenie słoneczne. Biedna Mała. Ma wysoką gorączkę, policzki czerwone jak piece, a mimo to drży przytulając się do moich kolan. Nawet przez ubranie czuję jej ciepło, jest wręcz rozżarzona. Głaszcze ją po ramionach i głowie, staram się ją pocieszyć i ulżyć jej na ile tylko mogę. Już nawet nie chce mi się marudzić że "a nie mówiłem". Żal mi jej strasznie.
Wydłubuję jej spod pachy termometr. 39,7! Boże! Dlaczego ona zawsze jak choruje to na pełny zycher?
Słyszę kroki Rudej w przedpokoju. Wchodzi otwierając drzwi łokciem, a w rękach ma tacę z kolacją. Zawsze jemy kolację o 18, bo o tej godzinie Mała bierze swoje leki. I faktycznie, na tacy leżą kanapki, stoi kompot (dla małej z lodem, dla mnie bez owoców), a na małym talerzyku leży 8 kolorowych tabletek. Ruda już od progu pyta - Wysoka gorączka? - 39,7 - Odpowiadam wyciągając do niej termometr. Ruda szybko odstawia tacę na podłogę i odgarnia Małej włosy z czoła - Ojej. Ona nie da rady kanapki zjeść. Zejdziesz na dół kupić jakąś kaszkę dla dzieci? - pyta. Oczywiście że pójdę.
Gdy wracam do mieszkania, Mała siedzi podparta na poduszkach i pije kompot ze szklanki. Robię jej pół miseczki dziecinnej kaszki. Zjada powoli, łyżeczka po łyżeczce, i dociera do końca tylko dlatego że Ruda ją zmusza. My też pałaszujemy nasze kanapki. Ruda głaszcze małą po udzie. - Wiesz co kochanie, dam ci te czopki na gorączkę - decyduje, gdy 8 kolorowych pastylek znika z talerzyka. Co ja bym zrobił bez Rudej? Przynosi te nieszczęsne czopki i razem aplikujemy je naszemu choremu koteczkowi. A potem dobranocka, tym razem w postaci "AI: Sztuczna inteligencja". Mała zasypia w trakcie, i bardzo dobrze. Po filmie Ruda uczy się do sesji w dużym pokoju a Ja po cichutku gram na laptopie, żeby być blisko na wypadek gdyby Mała gorzej się poczuła.
Kończę grę o północy. Ruda już śpi. Z Małą. Nie chcę ich budzić więc idę po cichu do dużego pokoju i kładę się na łóżku. Może Małej i Rudej byłoby tu wygodniej? Albo, niech już sobie śpią. Moje kochane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz